Londyn subiektywnie

Cześć,

Londyn subiektywnie to moje odczucia po 4 miesięcznym pobycie w stolicy Wielkiej Brytanii. Londyn to takie dziwne miasto, które z jednej strony przyciąga, ale z drugiej strony ciężko się tutaj odnaleźć. Dlaczego? Nie mam pojęcia, wiem jedynie, że nie chciałabym tutaj mieszkać na stałe. Londyn to mieszanka kulturowa i językowa. Tak jakby ktoś wrzucił różne narodowości, zwyczaje, religie to jednego słoika i porządnie wymieszał. Poniżej dzielę się z Wami tym co lubię i tym czego nie lubię w Londynie.

 

 

Uwielbiam Londyńskie uliczki, fajnie czasami się zgubić, aby trafić w miejsca o których nigdy nie miało się pojęcia, wykraczające poza popularne trasy z przewodników. Natknąć się na nietuzinkowe, kolorowe drzwi, posiedzieć w cichym miejscu nad Tamizą czy posłuchać ulicznych muzyków.

 

 

Uwielbiam Londyńskie muzea – są jak wielkie labirynty, które zaskakują i jeszcze raz zaskakują. Każde wystawa pobudza wyobraźnię, powoduje, że aż chce się dowiedzieć się więcej. O moim ulubionych muzeach przeczytacie tutaj

 

 

Uwielbiam Londyńskie puby z kameralnymi koncertami, gdzie można pograć w bingo i wypić whisky. W Lewisham znajdziecie pub o nazwie Fox and Firkin, gdzie każdego wieczoru mają miejsce inspirujące wydarzenia. To miejsce, które skradło moje serce i polecam je wszystkim, bez względu na wiek czy zainteresowania. 

 

 

Uwielbiam Londyn nocą. Puste ulice, brak ludzi, cisza, szum Tamizy i rozświetlone niebo – taki jest Londyn nocą. Nocą przyjemnie się siedzi pod London Eye i obserwuje Big Bena. Nocą Londyn jest piękny, pusty. A jak macie wystarczająco dużo samozaparcia, aby przesiedzieć całą noc pod chmurką, to budzący się do życia Londyn Wam to wynagrodzi.

 

 

Na tym moje uwielbienie Londynu się kończy, bo… nie lubię Londynu jako Londynu. Gdyby tak z Londynu wysiedlić wszystkich obcokrajowców, i zostawić samych rodzimych Anglików – to Londyn byłby najnudniejszym, najbardziej ponurym miastem na świecie. Wszystko tutaj jest takie same – domy są takie same, ulice są takie same, brakuje koloru, brakuje kultury, brakuje wolnej przestrzeni.

 

 

Zastanawiam się co stało z Brytyjską kulturą. Gdzie ona jest? Mieszkając w Londynie obserwowałam dużo innych zachowań niż w Polsce, ale czy któreś z nich są faktycznie angielskie? A może właśnie tutejsza kultura polega na tym, że jest mieszanką kultur z całego świata? Śmieszą mnie bary: „Tureckie jedzenie”, a pod spodem: „a także: Polskie, Hiszpańskie, Włoskie” – czyli właściwie jakie? Na ulicy idzie kobieta w tradycyjnym afrykańskim stroju, ale na nogach ma air maxy. Co się stało z kulturą w Londynie?

A może dla Was Londyn to barwne miasto i marzycie o tym, aby tutaj zamieszkać? Podzielcie się z nami swoją opinią. 

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz